Jak to było w filmie “Nie lubię poniedziałku”?

“Prawdziwy fachowiec nie zaczyna pracy w poniedziałek.”

Rozpoczynamy zatem cykliczny wtorkowy przegląd wydarzeń naszej Ekstraklasy. Zapraszamy na pierwszy odcinek naszego podsumowania.

Wszystko zaczęło się tradycyjnie w piątek. W pierwszym meczu Termalica zwyciężyła szczecińską Pogoń 2-0. Mecz z delikatnym podtekstem. Trener gospodarzy był w poprzednich rozgrywkach opiekunem Portowców. Mimo zajęcia 6. miejsca na koniec sezonu 2015/16, czyli wyniku najlepszego od wielu lat dla tego klubu, Michniewicz nie przedłużył kontraktu i został trenerem zespołu z Niecieczy. 4. miejsce “Wieśniaków” na koniec 2016 roku to świetny wynik, chyba powyżej oczekiwań prezesa Witkowskiego.

W kolejnym meczu Ruch Chorzów podejmował Wisłę Kraków, czyli byliśmy świadkami starcia zespołów z największymi problemami w naszej lidze. Przyszłość jednych i drugich jest wielką niewiadomą, wszystko przypomina tykające bomby zegarowe, z których jeśli któraś wybuchnie będzie to oznaczało koniec klubu (czytaj podzieli losy Widzewa, Polonii etc.). Na boisku wygrali Niebiescy 1-0 po goli świetnego jesienią Niezgody!

Ten wypożyczony z Legii 21-latek zdobył w 11 meczach aż 7 goli! Brawo! Jednak to nie koniec wpisu o Ruchu. Wydawało się, że Chorzowianie optymistycznym akcentem – wygrana i ucieczka z ostatniego miejsca w tabeli – zakończą jesień. W poniedziałek klub z Cichej dostał poważny cios (choć jest wiele głosów, że powinien zostać zdegradowany). Komisja ds. Licencji Klubowych Polskiego Związku Piłki Nożnej nałożyła na klub karę odjęcia 8 punktów w ligowej tabeli. Oficjalny komunikat na stronie PZPN brzmiał: 

“Komisja postanowiła zaakceptować wniosek Zarządu Ruchu Chorzów i nałożyć na Klub z tytułu naruszenia wymogu F09 Podręcznika sankcję regulaminową odjęcia ośmiu punktów w bieżącym sezonie z jednoczesnym zawieszeniem odebrania 4 punktów do dnia 31 stycznia 2017, które to punkty zostaną anulowane w przypadku spłaty do tego terminu przez Klub lub Fundację wszystkich zaległości finansowych w stosunku do pracowników Fundacji będących jednocześnie piłkarzami Klubu”.

Prezent pod choinkę, a raczej rózga w pełni zasłużona!!!

Następnego dnia było również ciekawie. Trzy spotkania i można powiedzieć trzy zaskakujące wyniki. Najpierw Korona pokonała w Kielcach Lechię Gdańsk 2-0 i trzecie zwycięstwo z rzędu na własnym obiekcie stało się faktem. Krwisto złociści coraz śmielej spoglądają w stronę górnej ósemki tabeli Ekstraklasy!

Nie gorsza chyba chciała być Jagiellonia, która przegrała u siebie z Wisłą Płock (1-2)!!! Wyglądało to jakby nikt nie chciał być liderem na zakończenie roku…

Przyszła kolej na goniącego czołówkę Lecha. Łaknąca punktów jak kania dżdżu Cracovia wydarła punkt coraz lepiej grającym Poznaniakom. Krakowianie prowadzili przez długi czas po pięknym uderzeniu Budzińskiego 1-0, dopiero w końcówce gol Nielsena sprawił, że obie ekipy podzieliły się punktami.

 

Potem przyszła niedziela, dzień powitań i pożegnań.

Na dzień dobry Śląsk po raz kolejny nie pokazał nic i zasłużenie przegrał u siebie z Arką 0-2! Wyczyny W bardzo trafnie podsumował Andrzej Twarowski z Canal+:

Kolejny łagodnie mówiąc słaby mecz zespołu ze stolicy Dolnego Śląska (ostatnia wygrana 6 listopada w meczu z Zagłębiem) zaowocował w poniedziałek zwolnieniem trenera Rumaka. Czy to wina trenera, piłkarzy czy po prostu ktoś się powinien wziąć na poważnie za zarządzanie Śląskiem to już nam pokaże historia…

I przyszła kolej na wydarzenie siódmego dnia tygodnia, mecz Legia – Górnik Łęczna, czyli powrót Franciszka Smudy na ławkę trenerską. Rozpędzony walec z Warszawy rozjechał zgodnie z przewidywaniami ekipę gości, wygrywając aż 5-0! Ze stolicą, wszystko na to wskazuje, pożegnał się hattrickiem Nemanja Nikolic. Reprezentant Węgier od momentu przybycia do ekipy Mistrzów Polski w 86 spotkaniach zdobył 55 goli. Teraz przenosi się za Ocean do Chicago Fire!

Co do Franciszka Smudy i jego drużyny. Na pewno w trzy dni jakie był w Łęcznej prochu nie zdążył wymyślić. O jego warsztacie zapewne przekonamy się wiosną, bo na tle Legii nie za bardzo można oceniać wartość jakiegokolwiek polskiego zespołu.

W poniedziałek mogliśmy zobaczyć jedno spotkanie – pojedynek Zagłębia z Piastem. W sumie tylko jego połowę. Pierwsza połowa była toczona w takiej mgle, że mało co było widać, ale piłkarze i tak postarali się o 2 gole (1-1). W drugiej połowie zniknęła mgła, jakby Putin rozkazał ją rozproszyć swoim samolotom i mogliśmy zobaczyć odrobinę więcej murawy. Ostatecznie po drugiej bramce tego dnia Woźniaka, Lubinianie po raz pierwszy od 31 lipca wygrali na własnym stadionie!!!

Teraz czeka nas prawie dwa miesiące przerwy. Może jakoś wytrzymamy bez naszej Ekstraklasy. Z naszą ligą jest jak z kobietą: Z nią źle, bez niej jeszcze gorzej…

Do zobaczenia 14 lutego!