Arka Gdynia

Nie zobaczymy piłkarzy Arki Gdynia w IV rundzie eliminacji do Ligi Europy. Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego przegrali na wyjeździe 1:2 z duńskim FC Midtjylland. O losach dwumeczu zadecydowały bramki zdobyte na wyjeździe, ponieważ w Gdyni to Arka wygrała 3:2.

Zwycięskiego składu się nie zmienia

Trener Leszek Ojrzyński nie miał żadnych wątpliwości co do tego, że od pierwszej minuty na boisku powinni się pojawić ci sami piłkarzy, którzy rozpoczęli mecz w Gdyni. Na ławce rezerwowych pozostał Rafał Siemaszko, strzelec bramki na wagę zwycięstwa w pierwszym starciu. W talii Ojrzyńskiego pełni on rolę jokera i dotychczas wywiązywał się z niej wzorowo.

Głową w mur

Jeśli mecz postanowiła obejrzeć osoba, która nie znała wyniku pierwszego starcia, to i tak po upływie kilku minut bez problemu zgadłałby, która drużyna musi odrabiać straty, a która tylko utrzymać korzystny rezultat. Piłkarze FC Midtjylland niemal cały czas utrzymywali piłkę na połowie Arki, ale nie mieli zbyt wielu pomysłów, jak przedostać się z nią pod pole karne. Piłkarze Leszka Ojrzyńskiego cofnęli się bardzo głęboko i niezwykle trudno było znaleźć na murawie wolne miejsce.

Duńczycy najczęściej ograniczali się do wysokiego dośrodkowania w stronę Paula Onuachu. Wysoki Nigeryjczyk często był jednak podwajany przez obrońców Arki i nic groźnego z tych prób nie wynikało. Tylko raz Onuachu znalazł się w dogodnej sytuacji do strzelenia gola. W 10. minucuie piłka ześlizgnęła się z nogi Dawida Sołdeckiego i dopadł do niej właśnie napastnik gospodarzy, ale na szczęście trafił tylko w słupek.

Większego zagrożenia nie był też pod drugą z bramek. Arkowcy najlepsze okazje stworzyli po stałych fragmentach gry. W 21. minucie w polu karnym rywali świetnie odnalazł się Michał Marcjanik, ale jego mocny strzał trafił wprost w Jespera Hansena. Tą interwencją duński golkiper udowodnił, że z jego zdrowiem wszystko w porządku. Kilka minut wcześniej był bowiem opatrywany przez lekarzy po niebezpiecznym zderzeniu z Marcusem Da Silvą. Sytuacja wyglądała na tyle groźnie, że do rozgrzewki ruszył rezerwowy bramkarz FC Midtjylland.

Do trzech razy sztuka

Nie minłęło 10 minut drugiej połowy, a Arkowcy dwukrotnie byli już blisko szczęścia po stałych fragmentach gry. Najpierw nieczysto w piłkę uderzył Tadeusz Socha, a następnie futbolówka lecąca do bramki niefortunnie trafiła w głowę… Dawida Sołdeckiego. Na szczęście co się odwlecze, to nie uciecze. W 59. minucie kolejne dobre dośrodkowanie z rzutu rożnego posłał Marcus Da Silva, a Sołdecki wykorzystał świetne warunki fizyczne i strzałem głową wyprowadził zdobywców Pucharu Polski na prowadzenie.

Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego znaleźli się wówczas w bardzo korzystnej sytuacji. Duńczycy potrzebowali wtedy dwóch bramek do awansu. Radość i względnie bezpieczna sytuacja nie trwały jednak długo. W 77. minucie piłkę do bramki skierował Tadeusz Socha. Niestety był to gol samobójczy. Zaskoczony Pavels Steinbors mógł tylko odprowadzić futbolówkę wzrokiem.

Choć to FC Midtjylland potrzebowało jeszcze jednego gola, to najgroźniejszą sytuację w końcówce meczu stworzyła sobie Arka. W 79. minucie kontra gdynian zakończyła się strzałem Grzegorza Piesio. Bardzo dobrze zachował się jednak Hansen, który daleko wyszedł z bramki i obronił swoją drużynę przed utratą drugiej bramki.

Wybudzeni

Wszystko wskazywało na to, że drużynie Leszka Ojrzyńskiego uda się utrzymać do końca meczu remis, który premiował ich awansem do IV rundy eliminacji Ligi Europy. Sen piłkarzy z Gdyni miał trwać przez kolejne tygodnie, a został przerwany w najgorszym momencie. W 93. minucie Alexander Sorloth przyjął piłkę tyłem do bramki w polu karnym Arki, ale zdołał się odwrócić i po chwili Steinbors musiał wyjmować piłkę z siatki. Cały sztab szkoleniowy FC Midtjylland wybiegł na boisko i zaczął świętować sukces. Mecz się co prawda jeszcze nie skończył, ale Arka na odrobienie strat miała zaledwie dwie minuty.

Piłkarze z Gdyni nie zdołali w tak krótkim czasie wstać z desek i odpowiedzieć na śmiertelny cios rywali. Ich przygoda z europejskimi pucharami zakończyła się w deszczowym Herning. Dziś na ich twarzach będzie gościć zapewne smutek i rozczarowanie, ale po pewnym czasie dojdzie do nich, że potrafili stawić czoła faworyzowanym rywalom, a do szczęścia zabrakło im zaledwie dwóch minut. Wstydu na pewno nie przynieśli

FC Midtjylland – Arka Gdynia 2:1 (0:0)

0:1 – Dawid Sołdecki 59′

1:1 – Tadeusz Socha (sam.)  77′

2:1 – Alexander Sorloth 93′