Jak powszechnie wiadomo w niedzielę Manchester City został mistrzem Anglii. Zespół Pepa Guardioli odrobinę wcześniej niż zakładano triumfował w Premier League. Wszystko dzięki sąsiadom zza miedzy – Manchesterowi United, który niespodziewanie uległ na Old Trafford praktycznie żegnającej się z najwyższą klasą rozgrywkową w Anglii ekipie West Bromwich Albion.

Oznacza to, że Pep Guariola w dziewiątym swoim sezonie jako szkoleniowiec w najwyższej klasie rozgrywkowej, po raz siódmy został mistrzem kraju! Statystyka doprawdy niesamowita. W tym czasie prowadzonego przez tego trenera drużyny wyprzedziły tylko trzy zespoły. Raz miało to miejsce w Hiszpanii, gdzie na koniec pracy z Barceloną sięgnął on tylko po wicemistrzostwo kraju, kiedy to zmuszony był uznać wyższość Jose Mourinho i jego Realu Madryt. Drugi raz przydarzyło mu się to w poprzednim sezonie w Anglii, kiedy to Manchester City zakończył zmagania w Premier League na trzeciej pozycji.

Wielu znawców po zaledwie trzecim miejscu w lidze zaczęło wieszczyć, że Guardiola trafiając do najlepszej ligi świata w końcu poczuł co to konkurencja i będzie mu niezwykle ciężko o triumfy, albo nie będą one tak seryjne jak to miało miejsce do tej pory. Wydaje się, że sam szkoleniowiec zdał sobie sprawę, że musi wszystkim udowodnić, że jest trenerem z absolutnego światowego topu, ze musi utrzeć nosa wszystkim malkontentom. Od czego więc zaczął? Od tego co było bolączką City w poprzednim sezonie, od tego na co najbardziej mu nie pasowało w grze zespołu, czyli obrony. Wspierany ogromną kasą szejków, Pep ruszył na zakupy. Do drużyny dołączali kolejni obrońcy. Mendy, Danilo, Walker, a do tego za gigantyczne pieniądze sprowadzono z Benfiki młodego bramkarza – Edersona (w styczniu jakby tego było mało do zespołu dołączył jeszcze Laporte).

Co prawda wielu pukało się w głowę, ale Hiszpan wiedział dobrze co robi. Sezon wcześniej City straciło aż 39 goli, notując w całych rozgrywkach oprócz 23 wygranych 9 remisów i aż 6 porażek. Oznacza to aż piętnaście spotkań bez kompletu punktów. Dość sporo jak na mistrzowskie aspiracje. Mistrzem Anglii została Chelsea z aż piętnastoma punktami przewagi nad Obywatelami, notując aż siedem zwycięstw więcej w rozgrywkach.

Nowy zespół Guardioli miał być w pełni jego projektem, za który odpowiadał przede wszystkim swoją reputacją. Przed sezonem jasne się stało, że Manchester City musi sięgnąć po triumf w Premier League, ale wyglądało na to, że czeka ich niesamowicie ciężka przeprawa. Przecież chrapkę na wygraną miały jeszcze inne ekipy. Chelsea, Manchester United, Liverpool, Tottenham. Co poniektórzy wspominali jeszcze Arsenal. Wszystko zaczęło się zgodnie z przewidywaniami. Pierwsze trzy punkty Obywatele zdobyli oczywiście w pierwszej kolejce, wygrywając na boisku beniaminka Brighton Hove & Albion (2:0). W drugiej serii spotkań na Etihad Stadium zawitał Everton, któremu wieszczono przed sezonem rolę czarnego konia rozgrywek. Goście dość długo prowadzili po trafieniu Ronneya, jednak w końcówce punkt miejscowym uratował Sterling. Mało kto wówczas przypuszczał, że ten sezon będzie należał do 23-letniego Anglika, że w dalszej części rozgrywek wielokrotnie swoimi trafieniami da cenne punkty swojej ekipie. Po remisie odezwały się głosy, że mimo olbrzymiej kasy na wzmocnienia City to jednak nie jest drużyna, która może triumfować na koniec sezonu. Jak zareagował zespół Guardioli? Niesamowicie. Od tamtej pory zwyciężył w kolejnych w kolejnych 18 spotkaniach Premier League!!! Wcześniej nie dokonała tego żadna drużyna w historii Premier League. Drużyna z niebieskiej części Manchesteru parę razy sprawiła rywalom lanie. Przypomnijmy kilka wyników: 5:0 z Liverpoolem, 6:0 z Watford, 5:0 z Crystal Palace, 7:2 ze Stoke City.

Nie można też zapomnieć też o triumfie Guardioli na Old Trafford. Jeszcze przed meczem z Manchesterem United mówił, że gdyby miał ustawić zespół bardziej asekuracyjnie i skupiać się na obronie, wolałby przejść na emeryturę. Te słowa znalazły potwierdzenie nw starciu z ekipą Jose Mourinho. City pozwolili United na zaledwie 35-procentowe posiadanie piłki. Czerwone Diabły nie przywykły do oddawania u siebie futbolówki rywalom, ostatni raz tak rzadko mieli ją przy nogach w sezonie 2003/04. Te wyniki sprawiły, że wszyscy zaczęli się zastanawiać, czy to już nie koniec wyścigu o mistrzostwo Anglii. Drużyna byłego szkoleniowca Barcelony i Bayernu wydawała się poza zasięgiem reszty stawki.  Triumfalny marsz Obywateli w ostatnim dniu 2017 roku zakończyła ekipa Crystal Palace, bezbramkowo remisując na Selhurst Park. Zespół kompletował punkty, a Guardiola wyróżnienia, cztery razy z rzędu zostając menadżerem miesiąca.

W styczniu przyszła pierwsza porażka. Po genialnym meczu Liverpool zrewanżował się za sromotną porażkę jesienią na Etihad i został pierwszą drużyną, która pokonała City. Drużyna Jurgena Kloppa wygrała całkiem zasłużenie 4:3! Poniżej bramki z obu spotkań tych zespołów w sezonie 2017/18.

Końcówka sezonu to było już wyczekiwanie i spokojnie odliczanie punktów potrzebnych do tytułu. City kompletowało oczka do swojego dorobku, ogrywając kolejnych rywali. Co prawda przydarzył się wyjazdowy remis z Burnely, ale kto by tym się przejmował? Humory lekko popsuła domowa porażka 2:3 z Manchesterem United. Guardiola musiał być wściekły z dwóch powodów. Drugi raz w sezonie mógł utrzeć nosa Mourinho, a po drugie jego drużyna przegrała, mimo iż prowadziła już 2:0. Jednak, jak wspomniałem na początku tekstu, Czerwone Diabły zrobiły prezent swoim rywalom zza miedzy, przegrywając u siebie z ostatnim w tabeli West Bromwich, co oznaczało, że Manchester City został mistrzem Anglii.


Odbierz 20 PLN bez depozytu!

baner-lvbet-gol-728x90