Legia Warszawa

Wczoraj, w dość kontrowersyjnych okolicznościach, Legia Warszawa wywalczyła Mistrzostwo Polski. Czy to zasłużony tytuł? To pytanie z pewnością zadają sobie kibice poznańskiego Lecha, dla których wczoraj miarka się przebrała. Czy jednak to, do czego się dopuścili, było uzasadnione?


W meczach, w których na przeciwko siebie staje Lech Poznań oraz Legia Warszawa, zawsze jest gorąca atmosfera. Nie bez powodu w niedzielę spora część miasta była dobrze obstawiona przez policję. W okolicach stadionu przy ul. Bułgarskiej od samego rana było pełno radiowozów, które pilnowały porządku. Każdy kto wybierał się na ten mecz zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji i tego, że spokojnie to tam nie będzie. Nikt jednak nie spodziewał się aż takich zamieszek, do których doszło w 75. minucie spotkania.

Zacznijmy jednak od początku. Jako wysłanniczka naszego portalu, ale też wierna fanka Lecha, wybrałam się na spotkanie, by nie pominąć najważniejszego meczu sezonu. Co prawda szansę na mistrzostwo Polski Lech zaprzepaścił już wcześniej, ale nadal piłkarze mogli pozbawić Warszawę mistrzowskiego tytułu. Zasady były wszystkim jasne – trzeba było nie tylko wygrać z Wojskowymi, ale też liczyć na zwycięstwo Jagiellonii. Nie oglądając się jednak na Białostoczan, Lech wyszedł na murawę w niemal niezmienionym składzie niż w poprzednich meczach.

Prawda jednak jest taka, że ich postawa na boisku była daleka od idealnej. Lechici nie potrafili się skupić, co chwila popełniali proste błędy techniczne, podawali piłkę do swojego bramkarza, a pierwszego gola stracili na własne życzenie. Nie wiem kto ich nauczył ciągłego grania do tyłu, ale w polu karnym przeciwnika wyglądali jakby byli co najmniej wystraszeni. Każdy piłkarz bał się oddawać strzały na bramkę, jakby czekała tam na nich jakaś bomba. Legia Warszawa z kolei nie bała się niczego, choć mecz rozgrywany był na “wrogim” terenie.

LvBet bonus 20 zł

Bomba czekała, ale na trybunach gospodarzy, którzy od samego początku licznie zgromadzili się na najważniejszej trybunie przy ul. Bułgarskiej, czyli w “Kotle”. Na meczu pojawiłam się niemalże godzinę przed rozpoczęciem spotkania i patrząc na ilość kibiców w “Kotle”, było wiadomo, że spokojnie nie będzie. Poznańscy kibice rozwiesili wówczas wielki transparent, na którym widniał napis “Seryjnie pogrzebane marzenia”. Znalazły się tam również wszystkie wyniki, przez które Lech tracił w tym sezonie punkty, pozbawiając się tym samym szansy na mistrzostwo kraju. Przekaz tego transparentu był dla wszystkich jasny – kibice mieli bowiem ogromny żal do piłkarzy, którzy jak zwykle w najważniejszych spotkaniach sezonu dali – mówiąc kolokwialnie – ciała. Przypomnę tylko, ze przez większą część sezonu Poznaniacy byli niepokonani na własnym stadionie, a dokładnie przez piętnaście domowych pojedynków, podczas których zaliczyli aż dwanaście zwycięstw i trzy remisy. Wszystko jednak legło w gruzach w momencie, kiedy przyszło im powalczyć o “Majstra”.

Legia Warszawa

Legia Warszawa

Legia Warszawa

Kibice mieli serdecznie dość ich postawy, choć trzeba przyznać, że głęboko wierzyli w swoją drużynę do samego końca i zachęcali wszystkich kibiców, by licznie stawili się na stadionie. W końcu pojawiła się oprawa w Kotle, która była prosta, aczkolwiek trafiona w punkt. Mowa o napisie “Grobowa atmosfera”, spod której wyłonił się czarny dym. Wydawać by się mogło, że nic złego się stać nie może, przecież oprawy na boisku i race są częstym widowiskiem. Wszystko ma jednak swoje granice, a że miarka się przebrała, to i kibice nie wytrzymali. W drugiej części spotkania kibicie rozwiesili napis “MAMY KURWA DOSYĆ”, a kilkadziesiąt osób zniknęło z Kotła, by po chwili wrócić w pełnym przebraniu. W białych strojach, w które byli ubrani od stóp do głów i okularach, wyglądali co najmniej tajemniczo, ale wszyscy przeczuwali co się szykuje.

Wiadomym było, że kwestia czasu aż się odpalą, a na trybunach pojawią się kolejne race. Na efekt nie trzeba było długo czekać, bo nerwy puściły w momencie, kiedy Legia strzeliła gola na 2:0. Wtedy nastąpiło prawdziwe apogeum. W kierunku bramkarza Arkadiusza Malarza poleciały butelki. Jedna z nich trafiła w jego plecy, szczęście w nieszczęściu, że była ona plastikowa. Kto jak kto, ale on jest ostatnią osobą w Legii, która zasłużyłaby na tego typu traktowanie – ma za sobą świetny sezon i sportowo zasłużył na tytuł, ale o tym wspomnę później.

To jednak nie koniec, bo chuligani zaczęli rzucać w jego stronę race, a sami zaczęli demolować płot. Chwilę później na murawę wtargnął jeden śmiałek, a tuż za nim kilkunastu innych, którzy pobiegli w stronę ławki rezerwowych. Piłkarze natychmiast udali się do szatni, a na murawie po chwili pojawiła się policja. Co ciekawe żaden z policjantów nie zatrzymał ani jednego kibica, choć patrząc z bliska na cała sytuację widać było, że nawet się o to nie starali. Kilku chuliganów uciekło im dosłownie spod nosa, a ci jedynie co zrobili, to odgrodzili Kocioł od murawy. Z drugiej strony boiska wbiegli kolejni funkcjonariusze, którzy tylko czekali na rozwój sytuacji.

Legia Warszawa

Legia Warszawa

Prawda jest taka, że takiej sytuacji w Poznaniu dawno nie było, a ostatni mecz jaki został na Bułgarskiej przerwany, miał miejsce ponad 14 lat temu, kiedy to pojawiły się wówczas nieoficjalne informacje o śmierci Papieża. Nie będziemy jednak porównywać obu sytuacji, bo byłoby to najzwyczajniej w świecie niesmaczne. Jako osoba, która całym sercem stoi za poznańskim Kolejorzem muszę przyznać, że wszelkie granice zostały przekroczone. O ile wyzwiska w stronę piłkarzy jak i całego zarządu były absolutnie uzasadnione, o tyle demolowanie własnego stadionu, rzucanie przedmiotami i świecami dymnymi w stronę Malarza i co gorsza, wtargnięcie na boisko, uważam już za wysoko niestosowne.

Przykro mi to pisać, ale głęboko wierzę w to, że kary dla Lecha będą bardzo surowe. Mimo wszystko uważam, że zasłużyli na to nie tylko kibice, ale też cały klub, który zrobił dosłownie wszystko, by ponownie NIE zdobyć mistrzostwa. O właścicielach klubu, ich często niezrozumiałych decyzjach, transferach etc. nie wspominając. Być może zamknięcie stadionu na 5 spotkań ligowych i 3 pucharowe otworzy im oczy, kiedy odczują to na własnej kieszeni. O ile sercem będę za tym klubem zawsze, o tyle patrząc na chłodno coraz częściej mi najzwyczajniej w świecie wstyd za wszystko co się tam dzieje.

LEGIA WARSZAWA

Legia Warszawa

Wróćmy jednak do meritum wpisu – czyli do tego, czy Legia Warszawa zasłużyła na Mistrzostwo Polski? Powiem wprost: patrząc na całą naszą nędzną ligę, to powinniśmy się za nią wstydzić. Praktycznie żadna drużyna nie wyróżnia się jakoś szczególnie na tle pozostałych i nie ma znaczenia, czy jest to Legia, Lech, Jagiellonia czy spadający Bruk-Bet. Wszystkie ekipy grają nędzną piłkę, a na boisku prezentują się co najwyżej przeciętnie. Prawda jednak jest taka, że Legia i Lech są drużynami z potencjałem, niestety kompletnie niewykorzystanym. Różnica między tymi dwiema drużynami jest jednak taka, że Stołeczni potrafią wykorzystać słabość krajowych przeciwników, a Kolejorz wręcz przeciwnie. Ci drudzy potrafią mieć niezły sezon, grać efektowną piłkę i przez wiele miesięcy cieszyć kibiców przychodzących na stadion, by wszystkie najważniejsze mecze w sezonie przegrać. Warszawiacy na odwrót – potrafią cały sezon zagrać przeciętnie, by w końcówce pokazać swoją siłę i charakter.

Odpowiadając zatem na najważniejsze pytanie tego wpisu, to napiszę tak – patrząc na cały sezon, to szczerze żadna drużyna nie zasługuje na mistrzowski tytuł. Na pochwałę zasługuje Górnik Zabrze i Jagiellonia. Górnicy po awansie z I ligi wprowadzili trochę świeżości do Ekstraklasy, a Marcin Brosz stawiał na utalentowanych Polaków i wywalczył 4. miejsce i grę w europejskich pucharach. Jaga pomimo odejścia Michała Probierza i sprzedawania największych gwiazd, drugi sezon z rzędu zajmuje 2. miejsce w tabeli i udowadnia, że nazywanie ich “trzecią siłą Ekstraklasy” jest niedopowiedzeniem. Zdobycie mistrzostwa kraju to moim zdaniem powinno być jednak coś więcej, niż sześć czy siedem dobrych meczów. Niemniej jednak patrząc tylko na grupę mistrzowską, to Legia absolutnie zasłużyła na mistrzowski tytuł. Wygrali bowiem pięć z siedmiu rozegranych wówczas spotkań, zdobywając cenne dla siebie punkty. Prezentowali wysoki pressing, skutecznie kontratakowali, nie bali się strzelać bramek i zrobili wszystko, by trzeci raz z rzędu zostać Mistrzem Polski.

PODSUMOWANIE

Legia Warszawa

Kończąc cały dzisiejszy wpis, subiektywnie przyznam, że jedyną osobą w warszawskiej drużynie, która bez żadnych wątpliwości zasłużyła na trzymanie zwycięskiego pucharu, jest Arkadiusz Malarz. Człowiek, który niejednokrotnie wyciągał swoją drużynę z opresji. Człowiek, dzięki któremu Legia zdobywała niezwykle cenne punkty. Człowiek, dzięki któremu Legia Warszawa w dużej mierze zawdzięcza Mistrzostwo Polski. Pomimo tego, że moje kibicowskie serce krwawi po wczorajszym meczu, to piłkarzom Legii szczerze gratuluję!

Odnośnie sytuacji kibicowskich – jestem za aktywnym kibicowaniem ukochanej drużynie, za oprawami i za pirotechniką – jeśli używana jest z głową. Jestem za przyśpiewkami, nawet tymi wulgarnymi, które kierowane są w stronę piłkarzy i zarządu. Jestem za wyrażeniem dezaprobaty względem tego jak gra drużyna. Jednocześnie jestem na NIE za wszelkiego rodzaju agresją na stadionach, za wbieganiem na murawę, za rzucaniem świec dymnych i innych przedmiotów na boisko i – co gorsza – za rzucaniem ich w piłkarzy. Jestem na NIE za demolowaniem stadionów i ostatecznie jestem na NIE za obrażaniem się kibiców względem samych siebie. Co innego przyśpiewki na stadionie, a co innego normalna dyskusja dojrzałych ludzi, którzy powinni się najzwyczajniej w świecie szanować!


Odbierz 20 PLN bez depozytu!

Typuj z Kejsi