romelu lukaku

Romelu Lukaku to kolejny piłkarz, który podzielił się swoją historią na łamach „Players’ Tribune”. Jeśli nie wiecie skąd wzięły się umiejętności rosłego Belga, to koniecznie zapoznajcie się z tym osobistym i emocjonalnym tekstem. To wspaniała opowieść o piłkarzu, który osiągnął sukces, bo miał jeden niezwykle ważny cel w życiu.

Pamiętam ten moment, w którym zorientowałem się, że jesteśmy spłukani. Wciąż pamiętam minę mamy stojącej przy lodówce. Miałem sześć lat i właśnie wróciłem do domu na lunch. Mama zawsze miała dla mnie to samo: chleb i mleko. Jako dziecko nie zastanawiasz się nad tym, ale pewnie tylko na to było nas stać.

Tego dnia wróciłem, a mama mieszała mleko z wodą. Udawała, że wszystko jest normalnie, ale zrozumiałem, że nie mamy pieniędzy, żeby starczyło mleka na cały tydzień. Byliśmy spłukani. Nie biedni – spłukani.

Mój ojciec był zawodowym piłkarzem, ale już u schyłku swojej kariery i pieniądze zniknęły. Pierwszą rzeczą, z której musieliśmy zrezygnować była kablówka. Koniec z meczami, koniec sygnału. Potem wróciłem pewnego dnia nocą do domu i nie mieliśmy światła. Zero prądu po dwa, trzy tygodnie.

Innym razem chciałem wziąć kąpiel, ale nie było ciepłej wody. Czasem mama „pożyczała” dla nas chleb z piekarni. Brała bochenek w poniedziałek, a płaciła w piątek. Wiedziałem, że jesteśmy biedni, ale gdy zobaczyłem jak miesza mleko z wodą, wiedziałem, że to koniec. To było nasze życie.

Nie powiedziałem wtedy ani słowa, bo nie chciałem jej stresować. Ale obiecałem wtedy coś sobie. Poczułem się, jakby ktoś otworzył mi oczy. Wiedziałem, co muszę zrobić. Nie mogłem pozwolić, by moja mama tak żyła.

Ludzie w piłce uwielbiają mówić o sile mentalnej. Cóż, nikogo silniejszego ode mnie nie poznacie. Przez jakiś czas nic nikomu nie mówiłem, ale gdy wróciłem któregoś dnia do domu i zobaczyłem, że moja mama płacze, powiedziałem jej: „Mamo, to wszystko się zmieni. Zobaczysz. Będę grał dla Anderlechtu i to wkrótce. Będzie dobrze, nie musisz się już martwić.”

Miałem wtedy sześć lat.

✌🏿

A post shared by Romelu Lukaku (@romelulukaku) on

Każdy mecz, jaki kiedykolwiek rozegrałem, był dla mnie jak finał. W parku, podczas przerwy w przedszkolu, na podwórku. Dawałem z siebie wszystko i traktowałem piłkę śmiertelnie poważnie. Potem szybko zacząłem rosnąć i nikt nie mógł uwierzyć, że jestem tak młody. Gdy miałem 11 lat grałem dla Lierse i jeden z rodziców piłkarza z przeciwnej drużyny chciał mnie powstrzymać przed wejściem na boisko. „Ile lat ma ten dzieciak? Pokażcie mi jego dokumenty!”

Taty nie było ze mną, bo nie mieliśmy samochodu i nie mógł jeździć na mecze wyjazdowe. Musiałem więc radzić sobie sam. Wyjąłem legitymację i pokazałem rodzicom rywali. Przekazywali ją sobie z niedowierzaniem, a ja myślałem: „Teraz jeszcze bardziej zabiję twojego syna. I tak miałem już to zrobić, ale teraz go zniszczę. Zawieziesz go do domu płaczącego.”

Chciałem być najlepszym piłkarzem w historii Belgii. Taki był mój cel. Grałem pełen gniewu, który wywoływało wiele rzeczy: szczury w mieszkaniu, brak Ligi Mistrzów, zachowanie rodziców innych dzieciaków.

Gdy miałem 12 lat, zdobyłem 76 goli w 34 meczach. Wszystkie zdobyłem w butach mojego taty, bo gdy nasze stopy były już tego samego rozmiaru, to dzieliliśmy się nimi.

Na początku sezonu, gdy miałem jeszcze piętnaście lat, siedziałem na ławce drużyny U19 Anderlechtu. Zastanawiałem się w jaki sposób mam podpisać profesjonalny kontrakt mając szesnaście lat, skoro nadal byłem tylko na ławce w U19. A przecież obiecałem to mamie.

Założyłem się więc z trenerem, że jeżeli pozwoli mi grać, to strzelę 25 goli do grudnia. Wyśmiał mnie, ale zgodził się. Gdybym przegrał, miałem wrócić na ławkę. Ale jeżeli wygram, to będę dalej grał w pierwszym składzie, a do tego wyczyści wszystkie minivany, które woziły graczy, a każdego dnia będzie robił nam naleśniki.

25 goli zdobyłem do listopada. Przed świętami jedliśmy już naleśniki. Niech to będzie dla każdego nauczka: nie zadzieraj z głodnym dzieciakiem!

Kontrakt z Anderlechtem podpisałem w swoje szesnaste urodziny, 13 maja. Od razu poszedłem kupić kablówkę i nową FIFĘ. Liga była wtedy szalona, ponieważ Anderlecht i Standard Liege skończyły sezon z tą samą liczbą punktów, więc dodatkowy dwumecz miał zadecydować o tym, kto zostanie mistrzem.

Pierwszy mecz obejrzałem jak kibic przed telewizorem, ale przed drugim zadzwonił trener rezerw i kazał mi się pakować, ponieważ byłem potrzebny pierwszej drużynie. Szybko kazałem ojcu zabrać mnie na stadion. Wpadłem do szatni i ktoś zapytał mnie jaki chcę numer. „Daj mi 10.” Byłem chyba za młody, żeby się bać. Ostatecznie stanęło na 36.

Getting sharper.. Good win ⚽️ @belgianreddevils

A post shared by Romelu Lukaku (@romelulukaku) on

Wieczorem w hotelu zawodnicy pierwszej drużyny kazali mi coś zaśpiewać przy kolacji, ale nawet nie pamiętam już co to było. Następnego dnia kolega przyszedł do mojego domu zapytać, czy wyjdę pograć do parku, na co moja mama odpowiedziała, że nie ma mnie, bo gram. Kolega zapytał gdzie gram. „W finale.”

Gdy wychodziliśmy z autobusu wszyscy mieli na sobie garnitury, a ja obleśny dres. Kamery wycelowane były w moją twarz i chwilę później zacząłem dostawać wiadomości typu „Dlaczego jesteś na meczu?” czy „Skąd się wziąłeś w telewizji?”

Odpisałem tylko mojemu najlepszemu przyjacielowi: „Nie wiem czy zagram. Nie wiem co się dzieje. Ale oglądaj telewizję.”

W 63. minucie wszedłem na murawę. Miałem wtedy 16 lat i 11 dni.

Przegraliśmy ten finał, ale i tak byłem w niebie. Udało mi się spełnić obietnicę daną mamie. Wiedziałem, że wszystko będzie dobrze.

W kolejnym sezonie kończyłem liceum i jednocześnie grałem w Lidze Europy. Zdobyliśmy wtedy mistrzostwo, a ja zająłem drugie miejsce w plebiscycie na Afrykańskiego Gracza Roku. To było… szalone.

W sumie spodziewałem się tego wszystkiego, ale po prostu nie tak szybko. Nagle media się mną zainteresowały i pokładały we mnie swoje nadzieje. Zwłaszcza w kontekście kadry. Jednak z jakiegoś powodu dla Belgii grałem słabo. Coś nie działało. Ale w końcu miałem 17 lat! Potem 18. I 19.

Gdy wszystko szło dobrze, gazety nazywały mnie Romelu Lukaku, belgijski napastnik.

Gdy sprawy szły gorzej, nazywały mnie Romelu Lukaku, belgijski napastnik kongijskiego pochodzenia.

Jeżeli komuś nie podoba się styl, w jakim gram, to nie ma sprawy. Ale urodziłem się w Belgii, dorastałem w Antwerpii, Liege i Brukseli. Marzyłem o grze dla Anderlechtu. Chciałem być Vincentem Kompanym. Zaczynałem zdanie po francusku, a kończyłem je po holendersku, dorzucając do tego hiszpańskie lub portugalskie słowa.

Jestem Belgiem.

Nie mam pojęcia dlaczego niektórzy ludzie w moim kraju chcą widzieć, jak przegrywam. Naprawdę nie wiem. Gdy przeszedłem do Chelsea i nie grałem, śmiali się ze mnie. Gdy zostałem wypożyczony do West Bromwich, śmiali się ze mnie. Ale ci ludzie nie byli ze mną, gdy do płatków śniadaniowych musieliśmy dolewać wodę. A skoro nie było ich wtedy, to nie mogą zrozumieć.

Wiecie, co jest śmieszne? Jako dzieciak straciłem 10 lat Ligi Mistrzów. Dzieciaki w szkole mówiły o tym, a ja nie miałem pojęcia co się wydarzyło. W 2002 roku, gdy Real grał z Bayerem Leverkusen, wszyscy zachwycali się jakimś wolejem, a ja musiałem udawać, że wiem, o czym mówią.

Thanks for the support 💯

A post shared by Romelu Lukaku (@romelulukaku) on

Dwa tygodnie później poszedłem do domu kolegi oglądać Ronaldo w finale mistrzostw świata. Miałem wtedy duże dziury w butach. Dwanaście lat później sam grałem na mistrzostwach świata. A teraz gram w kolejnych. I wiecie co? Tym razem zamierzam się bawić. Życie jest za krótkie, żeby tak się stresować.

Gdy byłem dzieckiem nie stać mnie było na to, żeby obejrzeć Thierry’ego Henry w telewizji. Dzisiaj uczę się od niego każdego dnia zgrupowania. Stoję ramię w ramię z legendą, a on opowiada mi jak wybiegać na wolne pole tak, jak sam to robił. Thierry jest być może jedynym facetem na świecie, który częściej ogląda piłkę niż ja. Ciągle rozmawiamy o piłce. Nawet drugiej lidze niemieckiej.

Bardzo chciałbym, żeby mój dziadek mógł zobaczyć jakie mamy teraz życie. Chciałbym móc do niego zadzwonić i powiedzieć: „Widzisz? Mówiłem. Twoja córka ma się dobrze. Nie mamy już szczurów w mieszkaniu. Nie śpimy na podłodze. Nie ma stresu. Wszystko jest dobrze. Jest dobrze… I nikt nie musi mi już sprawdzać dokumentów. Wszyscy wiedzą kim jestem.”


Belgia swój kolejny mecz na mundialu w Rosji rozegra w czwartek, 28 czerwca. Jej rywalem będzie Anglia, ale obie drużyny zapewniły już sobie awans z grupy G. Niewielkim faworytem bukmacherów jest Belgia. LV Bet za zwycięstwo Czerwonych Diabłów oferuje kurs 2.7. Remis wyceniany jest na 3.05, a zwycięstwo Anglików na 2.85. Gol Romelu Lukaku wyceniany jest na 2.35.

Odbierz 20 PLN bez depozytu!

LvBet bonus 20 zł