Pierwsza nieoczywista kolejka za nami. Nieoczywista ponieważ nie zagrał w niej Mohamed Salah, a Harry Kane wrócił do świata Fantasy Premier League po kontuzji. Jak się odnaleźliśmy w tych realiach? Jedni lepiej, drudzy zdecydowanie gorzej.

Christian Eriksen idealnym zastępcą Salaha

Duńczyk to moja największa porażka w tej kolejce. Nie dlatego, że nie wpadłem na to, że można go kupić. Tylko dlatego, że na sobotnim kacu, kiedy przeprowadzałem transfery, zapomniałem wcisnąć magicznego save your team i pomocnik Tottenhamu wylądował u mnie na ławce*. I tyle miałem z cudownej zamiany Faraona na duńskiego księcia. Jeden hit i 15 punktów, które przesiedziały sobie na drugim slocie zawodników rezerwowych. Strzeżcie się zmian po imprezach i na ostatnią chwilę – to powinno być hasło każdego z graczy Fantasy Premier League.

Sam Eriksen (9.4) wpakował dwie bramki i był najlepiej punktującym pomocnikiem podczas 33. kolejki. Jeśli przed weekendem szukaliście opcji na zastępstwo za Salaha (10.6), to lepiej nie można było trafić. Zawodnik Kogutów nie dość, że zagrał prawie perfekcyjną kolejkę, to jeszcze jest gościem występującym w dwóch podwójnych rundach spotkań.

Derby Merseyside nudne jak mecz Górnika Łęczna z Podbeskidziem Bielsko-Biała

Dobra, dobra. Wiedzieliśmy, że Jurgen Klopp będzie oszczędzał swoich zawodników na wtorkowy rewanż z Manchesterem City i w derbach miasta Beatlesów nie zobaczymy na pewno Salaha (10.6) i kilku innych kluczowych graczy. Niemiecki menedżer dał też odpocząć Roberto Firmino (9.5) i Andrew Robertsonowi (5.1). W miejsce powyższej trójki mogliśmy obserwować takie tuzy futbolu jak Ragnar Klavan (4.1), Danny Ings (5.4) i Dominic Solanke (4.6). Nie wyglądało to dobrze, ale tak dużej padaki, to żeśmy się nie spodziewali. Bezzębny Liverpool i niemający pomysłu Everton – właśnie taki mecz rozpoczął 33. kolejkę Premier League. Było to spotkanie dla koneserów i fanów meczów rozgrywanych w środkowej strefie boiska.

baner-forbet-gol

Newcastle wstaje z kolan?

Sroki przed sezonem były typowane jako najlepszy beniaminek. To był największy klub z tych, które awansowały, a na ławce trenerskiej przecież nie byle jakie nazwisko. Wszystko miało być pięknie, ale Newcastle po drodze miało wzloty i upadki, a niektórzy typowali ekipę Rafy Beniteza nawet do spadku. Słabe transfery, niezdrowa atmosfera we władzach klubu, brak szerokiej kadry, powodów takiego stanu rzeczy miało być kilka. Jednak w tym momencie drużyna z północno-wschodniej Anglii stanowczo złapała wiatr w żagle i wygrywa mecz za meczem – na razie całe trzy. W pokonanym polu zostawiła Southamtpon, Huddersfield, a w ostatniej kolejce rozprawiła się z Leicester. O utrzymanie może być spokojna.

Nie Aubameyang, a Danny Welbeck bohaterem Arsenalu

Arsenal miał zmieść Southamtpon z powierzchni ziemi. Jednak Święci na poważnie zaczęli – w końcu – podchodzić do sprawy utrzymania się w Premier League i postawili Kanonierom trudne warunki do gry. Najpierw wyszli na prowadzenie, a następnie wyrównali na 2:2 w 73. minucie. W tej całej sytuacji najlepiej odnalazł się Danny Welbeck (7.3), który w niedzielę ustrzelił dwie bramki i zagwarantował swojej drużynie trzy punkty. Czy warto w takim razie zwrócić uwagę na Anglika? Zdecydowanie nie. To dopiero jego drugi wyskok w obecnym sezonie i wątpimy, żeby go powtórzył w trwających rozgrywkach.

Manchester City jednak nie taki mocny?

Derby Liverpoolu rozczarowały, ale nudy z popołudnia wieczorem zrekompensowało nam starcie w Manchesterze, gdzie City zagrało z United. Wygrana Czerwonych Diabłów była – nomen omen – piekielnie istotna. Ekipa Jose Mourinho od stanu 0:2, gdy grała absolutny piach, wróciła na 2:2 dzięki golom Paula Pogby (7.8) i wyszła na prowadzenie po bramce Chrisa Smallinga (5.5). Tym samym United nie tylko nie pozwoliło zdobyć odwiecznemu rywalowi mistrzostwa kraju w bezpośrednim starciu, ale przede wszystkim pokazało innym ekipom, że ta machina Pepa Guardioli ma swoje wady i w przyszłym sezonie można do niej spokojnie doszlusować. Tak samo jak pokazał to Liverpool w pierwszy meczu 1/4 finału Ligi Mistrzów.

Obywatele po dwóch bolesnych porażkach nie przekonują już tak bardzo jak kilka dni temu.

*To jednak pikuś przy tym, co zrobiłem sezon temu. Sytuacja była podobna, też zmiany na ostatnią chwilę i też we wątpliwym stanie. Jednak podczas sobotniego rytuału z Fantasy Premier League wpadłem na pomysł by wykorzystać wildcarda. Tylko szkoda, że na sam koniec zamiast go zaakceptować, to zgodziłem się na wszystkie minusowe punkty, których było naprawdę wiele. Piłeś? Nie rób zmian w FPL.


Zarejestruj konto na forBET za pośrednictwem Gol.pl!

baner-forbet-gol