łukasz fabiański

Łukasz Fabiański, który w letnim okienku transferowym zamienił spadkowicza Swansea na West Ham, w długiej rozmowie z „Daily Mail” mówi o Arsenalu, ciężkiej pracy, nowym klubie i tym, że zawsze najważniejsze jest być sobą.

Zawód bramkarza to bardzo niepewny fach. Wystarczy zapytać Lorisa Kariusa. Kilka miesięcy temu szedł drogą prowadzącą prosto do finału Ligi Mistrzów, a teraz zesłany został do tureckiego Besiktasu, gdzie odbędzie pokutę i będzie musiał się odbudować – głównie psychicznie.

Ekstrema Łukasza Fabiańskiego nigdy nie były tak wielkie. Szczególnie w ciągu ostatnich czterech lat, w których zagrał dokładnie 150 razy dla Swansea City. Teraz jednak 33-letni bramkarz zmienił otoczenie i za 7 mln funtów dołączył do West Hamu. Klub przebudowywany jest właśnie przez nowego szkoleniowca, Manuela Pellegriniego.

W sobotę Fabiański wrócił na stadion Arsenalu, w którym szło mu z bardzo różnym skutkiem. Wiele osób w klubie w niego nie wierzyło, a on miał już nawet myśli, by wracać do Polski. Został jednak w Premier League i gra w niej do dziś. Udowodnił wszystkim, że źle zrobili skreślając go. I chociaż Arsenal wygrał 3:1, to jednak Polak ponownie pokazał się z bardzo dobrej strony.

– Udowodniłem im to i cieszę się z tego powodu. Jako sportowiec żyję w środowisku pełnym rywalizacji i zawsze są momenty, gdy ktoś w ciebie wątpi. Od ciebie zależy, czy udowodnisz im, że się mylą, a ja lubię to robić. W karierze miałem wiele wzlotów i upadków, ale cieszę się z tego, co mam teraz. W Arsenalu miałem dobre momenty, ale zdarzały się też bardzo złe. Zdarzało mi się myśleć wtedy o powrocie do domu. W złych momentach do głowy przychodzą różne pomysły. Na szczęście nie poddałem się im.

West Ham w trzech pierwszych meczach nowego sezonu Premier League stracił 9 goli. I chociaż porażki z Liverpoolem i Arsenalem mogły być wkalkulowane, o tyle z Bournemouth już na pewno nie. Patrząc jednak na grę drużyny, Łukasz Fabiański z pewnością był jej najjaśniejszym punktem. Sporo to mówi o jego kolegach…

– Musimy skupić się na tym, co nas teraz czeka. Mamy nowego menedżera i nowych piłkarzy. Mamy nadzieję, że kibice będą cierpliwi i zachowają wiarę w nas. Mieliśmy inne oczekiwania w stosunku to tych pierwszych meczów, ale to oczywiste, że potrzebujemy czasu i pracy. Nie ma co panikować. Z pracą, którą wykonaliśmy, zobaczymy poprawę naszej gry. Nasz styl będzie atrakcyjny i efektywny. I przede wszystkim zapewni nam wyniki.

Looking forward to first win👍 #premierleague #westham

A post shared by Łukasz Fabiański Official (@lukasz.fabianski) on

Łukasz Fabiański zawsze był skromny i nigdy nie chciał uchodzić za wielką gwiazdę. Wciąż nie chce. W zeszłym sezonie stacja SkySports poprosiła każdego piłkarza Premier League, by podeszli do kamery i wykonali jakiś osobisty gest, taniec lub cieszynkę po bramce. Materiały te używane były w trakcie przedstawiania składów przed meczami.

– Nie zrobiłem tego. To takie Amerykańskie, co nie? Nie podoba mi się to. To nie jestem ja. Nie potrafię udawać kogoś, kim nie jestem. Powiedziałem im „Nie, dziękuję” i zakończyłem sesję. W tym sezonie zrobiłem coś dla nich, ale tylko dlatego, że czułem się z tym komfortowo.

Fabiański nie jest nudny czy trudny w obejściu. On po prostu wie kim jest i czego chce. Dobrze mu w swoim towarzystwie i teraz, gdy wrócił do Londynu, brakować mu będzie przejażdżek rowerem po półwyspie Gower. On wie, że sportowa sława niesie ze sobą wiele pułapek, które jednak przez całą karierę zręcznie unikał.

– Ludzie patrzą na mnie, ponieważ jestem piłkarzem, a nie dlatego, że mam fajny zegarek. To, co topowi piłkarze robią w mediach społecznościowych to ich sprawa, ale może to być postrzegane jako popisywanie się bogactwem. Widziałem wielu piłkarzy, którzy zdobyli sławę i pieniądze i szybko zagubili się w tym. Nie mogę jednak powiedzieć o kogo mi chodzi.

To jest jednak moje osobiste podejście do mediów społecznościowych i pieniędzy. Tak postrzegam życie. Pochodzę z bardzo skromnej rodziny z klasy robotniczej i wpojono mi, że niezależnie od sytuacji, w jakiej się znajdę, muszę zawsze pozostać tą samą osobą. Być sobą. Nigdy nie będę popisywał się żadnym bogactwem, bo życie może w każdej chwili je zabrać. Nie zrobię też niczego wbrew sobie. Skupiam się na pracy i byciu tak normalnym jak to możliwe żyjąc w piłkarskim świecie, który czasem może być nieco zwariowany.

Very disappointing result.

A post shared by Łukasz Fabiański Official (@lukasz.fabianski) on

Łukasz Fabiański przybył do Anglii w wieku 22 lat. W szatni Arsenalu miał takie osobowości jak Jens Lehman, Robin van Persie czy Emmanuel Adebayor. Był młody, nie miał żony, mieszkał sam w Londynie. Czy trudno było mu trzymać się zasad wpojonych w rodzinnym domu?

– Zawsze są wyzwania i pokusy, ale jestem bardzo blisko ze swoimi rodzicami, a mój tata… ma hopla na punkcie ciężkiej pracy. Nawet latem czy w czasie zimowej przerwy wystarczyło, że jednego dnia odpoczywałem w domu, a on już mówił: „Dlaczego nie biegasz, nie trenujesz? Jesteś zawodowym sportowcem, musisz więc ćwiczyć, a nie marnować czas przed telewizorem”.

To mi bardzo pomagało złapać odpowiednią perspektywę. Nawet jako dziecko każdego lata jeździłem z rodzicami do dziadków i tam pracowaliśmy. Mój tata był budowlańcem, a potem taksówkarzem. Mama pracowała w urzędzie celnym. Dobre prace, proste życie.

Fabiański bardzo lubi filmy. Szczególnie serię „Rocky”. Dla niego to coś więcej niż rozrywka. To przypomnienie, że możesz dostać się tam, gdzie chcesz, jeśli tylko będziesz ciężko pracował.

– Lubię wszystkie części. Podoba mi się ta historia „od zera do bohatera”. Może to zabrzmi zbyt ckliwie, ale lubię, gdy ludzie przeżywają trudne chwile lub nikt w nich nie wierzy, a potem udowadniają im, że nie mieli racji.

W barwach Arsenalu Fabiański rozegrał 78 meczów. Ostatnim był wygrany 3:2 z Hull City finał FA Cup w 2014 roku. W klubie polski bramkarz miał zapewne tyle samo wzlotów co upadków. Warto jednak zauważyć, że przed odejściem zaoferowano mu nowy kontrakt. Łukasz podejrzewa, że jego skromny progres w tamtym okresie był wynikiem tego, że nie był jeszcze wtedy wystarczająco dobry. Ale teraz wie, że już jest.

It was tough game…

A post shared by Łukasz Fabiański Official (@lukasz.fabianski) on

– Byłem bardzo młody, gdy pojawiłem się w Arsenalu. Mój angielski nie był na zbyt wysokim poziomie. Po złym meczu lub błędzie potrzebowałem nieco czasu, żeby o tym zapomnieć. Potrzebowałem pomocy przyjaciół i rodziny. Ale po jakimś czasie miałem kilka osób w Arsenalu, które naprawdę mnie rozumiały i pomogły mi lepiej zrozumieć siebie. Praca z nimi pozwoliła mi pokonać problemy i stać się lepszym zawodnikiem. Takie rzeczy nie dzieją się bez powodu. Wszystko pomogło mi znaleźć się w miejscu, w którym jestem teraz.

Łukasz Fabiański w zeszłym sezonie nie uratował Swansea przed spadkiem, ale tylko Jack Butland miał więcej obronionych strzałów w Premier League niż Polak. Teraz przyszła pora na West Ham. Jak w nowym klubie podoba się bramkarzowi?

– Nie znam całej historii klubu, ale z filmu dokumentalnego wywnioskowałem, że kibice są pełni pasji, ale mają też wysokie oczekiwania. Wierzą, że West Ham to jeden z największych klubów i powinien grać o coś więcej niż tylko środek tabeli. Jako nowy piłkarz powinno się wiedzieć do jakiego klubu się trafiło i jakiego typu kibice pojawiają się na stadionie. Nauczę się tego wszystkiego.

Patrząc wstecz cieszę się, że to wszystko miało miejsce. Najbardziej dumny jestem z tego, że trzymałem się swoich zasad. Wierzyłem, że ciężka praca pozwoli mi gdzieś zajść i sądzę, że udało mi się dojść w bardzo fajne miejsce.


Nasze TYPY do niedzielnego meczu Newcastle – Chelsea znajdziecie W TYM MIEJSCU.

BONUS 100% DO 1000 PLN

LVbet bonus

  1. Zarejestruj konto na LVbet za pośrednictwem Gol.pl!
  2. Dokonaj depozytu minimum 100 PLN.
  3. Odbierz równowartość nawet 1000 PLN.
  4. Szczegóły znajdziesz TUTAJ.