ivan rakitić

Ivan Rakitić na łamach “Players' Tribune” szczerze opowiada o tym, że do pewnego momentu swojej kariery nie wyobrażał sobie, że zagra dla innej reprezentacji niż… Szwajcaria. To tam właśnie się wychował i rozpoczął przygodę z piłką. Jednak 15 lipca z reprezentacją Chorwacji zagra w finale mistrzostw świata. Jak do tego doszło?

W chwili, gdy mój tata wyjął je z pudełka, ja i mój brat wiedzieliśmy… Nigdy ich nie ściągniemy.

Gdy pudełko przybyło do naszego domu w Szwajcarii, nie mieliśmy pojęcia co może być w środku. Na górze nagryzmolony był tylko adres zwrotny w Chorwacji. Było to miejsce, które nazywaliśmy domem, ale jednocześnie było to miejsce, w którym ja i mój brat nigdy nie byliśmy.

W domu rozmawialiśmy po chorwacku, a w naszym miasteczku było wielu Chorwatów. Ale Chorwacja wciąż była dla mnie czymś odległym. Moi rodzice opuścili ją w 1991 roku, gdy wybuchła wojna. Mój brat, Dejan, i ja urodziliśmy się w Szwajcarii. Chorwację znaliśmy tylko z telewizji i zdjęć, które pokazywali nam rodzice. I rozmów telefonicznych, które podsłuchiwaliśmy.

Ciężko było zrozumieć dziecku sytuację panującą na Bałkanach. Moi rodzice nigdy nie opowiadali mi o wojnie, bo – co zrozumiałe – nie chcieli o tym mówić. Pamiętam, jak czasem płakali rozmawiając przez telefon z kimś, kto pozostał w Chorwacji. Czułem się wtedy… nie wiem nawet jak to opisać. Może jak zły sen?

Mieliśmy szczęście. Byliśmy z dala od tych wydarzeń i nie widzieliśmy tego, co tam się działo. Ale moi rodzice ciągle o tym myśleli. Stracili wiele osób, które kochali.

Gdy miałem cztery lub pięć lat, zobaczyłem wiadomości w telewizji. Zobaczyłem wideo i zdjęcia z wojny i leżąc w łóżku myślałem „To niemożliwe. Dlaczego dzieje się tam coś takiego?”

Zanim Chorwacja oficjalnie ogłosiła swoją niepodległość, nasza drużyna narodowa zdążyła już rozegrać mecz. Myślę, że to bardzo dużo mówi o tym ile piłka nożna dla nas znaczy. Ile znaczy dla naszego kraju. Tak więc gdy tata wziął nóż i otworzył pudełko, z którego wyjął dwie koszulki reprezentacji Chorwacji… to było coś. Poczuliśmy, że też jesteśmy tego częścią.

Spaliśmy w tych koszulkach. Następnego dnia poszliśmy w nich do szkoły. I następnego. Nie chcieliśmy ich zdejmować. „Wow, mamy koszulki Chorwacji.” Biało-czerwona szachownica, ale bez nazwiska na plecach. Chcieliśmy jeszcze z 10 takich, ponieważ nie chcieliśmy nosić nic innego. Były dla nas wyjątkowe.

Gdy zacząłem grać w piłkę, nie nosiłem chorwackiej koszulki. Nosiłem koszulkę mojej drugiej ojczyzny, Szwajcarii. Muszę być z wami szczery… Mówię ludziom „Jestem Szwajcarem.” Zawsze dziwnie wtedy na mnie patrzą. „Szwajcarem? Ivan Rakitić?” Urodziłem się w Szwajcarii, dorastałem w Szwajcarii, chodziłem do szkoły w Szwajcarii, moi przyjaciele są ze Szwajcarii.

Tak więc grając w drużynach młodzieżowych przez pięć lat nosiłem koszulkę Szwajcarii. Ale większa część mojego serca należy do Chorwacji. I zawsze tak było.

Kilka lat po zakończeniu wojny w końcu pojechaliśmy z rodzicami odwiedzić Chorwację. A gdy tam dotarliśmy, wojna wciąż nie była tematem, o którym ktokolwiek chciałby rozmawiać. Wydawało się, że wszyscy chcą o niej zapomnieć, robić swoje i pozostawić ją za sobą.

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem Chorwację, przypomniało mi się nasze miasteczko w Szwajcarii, Mohlin. Wielu Chorwatów przeniosło się do tego samego miejsca, więc w okolicy mieliśmy wielu Chorwatów i chorwackich restauracji. W 1998 roku, gdy Chorwacja po raz pierwszy grała na mistrzostwach świata, z okien zwisały flagi, a wszyscy wokół szaleli.

Podczas tych mistrzostw, które oglądaliśmy z bratem i tatą – oczywiście w naszych koszulkach – mieliśmy zakaz odzywania się. Przez 90 minut liczyła się tylko piłka nożna. „Możemy rozmawiać potem, ale teraz oglądamy mecz.”

Zapytaj dowolnego Chorwata, a na pewno będzie pamiętał ćwierćfinał z Niemcami. Ale jakby mógł nie pamiętać? Reprezentacja istniała dopiero od 1992 roku, a już sześć lat później graliśmy w ćwierćfinale mistrzostw świata z Niemcami! Mój tata, Luka, tracił rozum. Nie znam chyba nikogo bardziej opętanego futbolem niż on. A to wiele znaczy, skoro mówi to gość grający w Barcelonie. Mój tata pracował na budowie i sam grał w piłkę. Był defensywnym pomocnikiem i grał z 4 na plecach.

A gdy Chorwacja pokonała Niemcy?

Tak, oszalał. Wielokrotnie mam teraz wrażenie, że żyję marzeniami nas obu. Grał na wysokim poziomie w Bośni, zanim rodzice podjęli decyzję o przenosinach do Szwajcarii. A gdy przestał grać, był gotowy zrobić wszystko, żeby oglądać moje mecze.

Piłka nożna i Chorwacja wiele dla niego znaczyły.

Gdy przyszła pora, że musiałem podjąć decyzję o tym, dla której reprezentacji będę grał, słyszałem jego kroki za drzwiami do pokoju, z którego dzwoniłem do selekcjonera Szwajcarii. Szczerze mówiąc były chwile, w których nie wyobrażałem sobie gry dla innego kraju niż Szwajcaria. To była moja drużyna. Ale 10 lat temu Slaven Bilić i prezydent chorwackiej federacji piłkarskiej oglądali mnie grającego w barwach Basel, a potem spotkali się ze mną na rozmowę.

Być w tym samym pomieszczeniu co Slaven… Mógł powiedzieć cokolwiek, a ja i tak mógłbym tylko wydukać „Ok, chciałbym z tobą iść, proszę.” Był moim bohaterem. Ale on nie poddawał mnie żadnej presji. Opowiedział mi tylko o swoich planach na drużynę i o tym, że chciałby, żebym był jej częścią.

„Chodź ze mną, graj dla swojego kraju. Zrobimy to w najlepszy możliwy sposób.”

Od razu pomyślałem „Jestem z tobą.” Dał mi tyle pewności siebie. Slaven to jedna z najważniejszych osób, jakie poznałem w swojej karierze. Nie tylko jako trener, ale też jako osoba. On jest inny niż wszyscy. Niezwykły. Ma w sobie coś, że chcesz dla niego grać. Każdego dnia. I będziesz grał najlepiej jak potrafisz, ponieważ on wyciąga z ciebie wszystko, co najlepsze. Myślisz sobie „K***a, ten facet zrobi dla mnie wszystko.”

Ale w tamtej chwili wiedziałem, że nie jestem w stanie od razu podjąć takiej decyzji. Szwajcaria dała mi tak wiele. Potrzebowałem więc nieco czasu, żeby się nad tym zastanowić. Mój sezon z Basel skończył się i miałem trochę czasu, żeby odpocząć w domu, przed udaniem się do Niemiec, żeby grać dla Schalke. Decyzję o wyborze reprezentacji podejmowałem długo. Ale musiałem to zrobić przed wyjazdem do Niemiec. Przygodę z nowym klubem chciałem bowiem zacząć z czystą głową.

Siedziałem więc w swoim pokoju, ale ciągle nie wiedziałem co zrobić. Wahałem się. Myślałem o ludziach, dzięki którym znalazłem się w miejscu, w którym byłem. A potem pomyślałem o tym, co mam w sercu. Podniosłem więc telefon i zacząłem dzwonić.

Pierwszy telefon wykonałem do selekcjonera Szwajcarii. Przez całą dotychczasową karierę byłem częścią kadry Szwajcarii, dlatego chciałem zadzwonić najpierw do niego i wyjaśnić, dlaczego zamierzałem grać dla Chorwacji. Powiedziałem mu, że moja decyzja nie jest przeciwko Szwajcarii. Była po prostu za Chorwacją. A potem zadzwoniłem do Slavena.

„Pójdę z tobą. Będę częścią tej drużyny.”

Slaven odpowiedział mi wtedy: „Wszyscy w Chorwacji będą dumni mając cię w drużynie. Nie myśl o niczym innym, po prostu ciesz się futbolem.”

Obie rozmowy nie trwały długo, ale przez cały czas słyszałem kroki taty za drzwiami. Gdy w końcu otworzyłem je, zatrzymał się i popatrzył na mnie. Nie powiedziałem mu wcześniej co zamierzam zrobić, ale powiedział mi, że niezależnie od decyzji będzie mnie wspierał. To był dla nas niesamowity moment…

Ale postanowiłem nieco z niego zażartować.

„Będę dalej grał dla Szwajcarii.”

„Oh. Ok, dobrze.”

„Nie, nie. Będę grał dla Chorwacji.”

W jego oczach pojawiły się łzy i szybko zaczął płakać.

Cestitam sefe @daliczlatko..!!!??? idemo hrvatska..?? #iznadsvihhrvatska

A post shared by Ivan Rakitic (@ivanrakitic) on

Gdy wchodzę na murawę w barwach Chorwacji, myślę o moim tacie i tamtej chwili. Wiem, że tata chciałby być na moim miejscu. Wielu Chorwatów chciałoby. Grać dla swojego kraju to uczucie, którego nie da się opisać.

Ludzie w Chorwacji są wyjątkowi. Mają niesamowity charakter. Gdy gram przed nimi w reprezentacji… nigdy nie chcę, żeby mecz się kończył. To coś jak… nie wiem, jak to opisać… chciałbym po prostu wszystkich uściskać czy coś. Chciałbym grać dla nich każdego dnia.

To zabawne. Jestem teraz o wiele starszy niż wtedy, gdy w naszym domu pojawiło się to pudełko. Ale wciąż nie chcę zdejmować tej koszulki. Noszenie jej wiąże się z nie lada presją. Ale to dobra presja. Chcesz pokazać światu na co stać Chorwację. Chcesz kontynuować pracę, którą wykonali gracze tacy jak Slaven czy Davor Suker.

I myślę, że udaje nam się to pokazać. Nasz mecz w kwalifikacjach przeciwko Grecji był chyba najlepszym spotkaniem w moim wykonaniu w ostatnich pięciu, sześciu latach. Powiedziałem wtedy w szatni „Grajmy tak dalej.”

Luka Modrić i ja popatrzyliśmy wtedy na siebie. „Wow, dlaczego wcześniej tak nie graliśmy?”

Moja żona jest Hiszpanką i razem wychowaliśmy dwie córki w Barcelonie. To niezwykłe, ponieważ moje córki mają te same doświadczenia co ja – są z innego kraju i widzą życie na różne sposoby. Moje córki przy okazji są moimi największymi fankami.

Tak więc przed startem turnieju musiałem złożyć bardzo specjalne zamówienie. I pewnego dnia wróciłem do domu z pudełkiem dla nich. A w pudełku znajdowały się dwie koszulki Chorwacji.

Powiedziały mi, że nie chcą ich zdejmować.

Wiem co czują.


Kto sięgnie po Puchar Świata? Bukmacher LvBet jako faworyta meczu finałowego wskazuje Francuzów, których wygrana wyceniana jest na 1,98. Kurs na zwycięstwo Chorwatów to 4,25, a na remis w regulaminowym czasie gry 3,30.

Odbierz 20 PLN bez depozytu!

LvBet bonus 20 zł